Steffen: Sam wiem, że tak jest, dlatego zawsze, jak mam Polakom wytłumaczyć, skąd jestem, to powiem, że pochodzę z Wuppertalu, to jest przy autostradzie A 46. Ja osobiście nie mam samochodu, wolę jechać pociągiem, bo jest bezpieczniej, wygodniej i na dłuższą metę nawet taniej. Kupiłem sobie tak zwany "Bahncard", to kosztuje na cały rok około 220 Euro, a za pomocą tej karty mam 50-procentową ulgę na całym terenie Niemiec. Przede wszystkim lubię jeżdzić tym superszybkim pociągiem ICE. Skrót ICE oznacza "Intercity Express". Pociąg ten należy do trzech najszybczych pociągów na świecie. Japoński "Shinkansen" kursuje z prędkością 285 km na godzinę, francuski TGV potrafi pokonać nawet 300 km na godzinę, podczas gdy ICE zazwyczaj musi się ograniczyć do prędkości 200-250 km/h, ponieważ na gęsto zabudowanym terenie Niemiec nie może się rozpędzić. Czas podróży między Berlinem i Frankfurtem (ponad 400 km odległości) skrócił się w ten sposób z pięciu do trzech i pół godziny - pod warunkiem, że pociąg nie spóżnia się o pół godziny! Jedzenie w restauracji pokładowej jest wyśmienite, menu zmienia się co parę tygodni, a nie co czterdzieści lat, tak jak w WARSie. Wielkim minusem ICE w moich oczach jest to, że wagony mają tylko cztery, pięć przedziałów, a druga połowa wagonu jest otwarta, czyli spokojna lektura książki jest nieustannie utrudniona przez zdenerwowane matki pocieszające swoje ryczące dzieci.